Wczoraj, aby zabić czas zanim W. wróci ze swoich zimowych wakacji ze swoim soon-to-be-ex chłopakiem, poszedłem na basen. Jest to o wiele przyejmniejsze kiedy mogę sam sobie wybrać dzień, pływalnię i godzinę, niż gdy decyduje za mnie uniwerek. Wybrałem się na Polną, gdzie ku mojemu zaskoczeniu ustawili stojak na rowery “monitorowany, niestrzeżony”. Będę mógł to wykorzystać wakacje. Wyobrażacie sobie ten wzrost stężenia endorfin gdy po 10 kilometrach na rowerze wskoczy sie na godzinkę na basen a potem ponownie 10 do domu?
Chodziliśmy na ten basen w liceum i wtedy o 7 rano szczerze go nienawidziłem. W. oczywiście miała zwolnienie. Z zajęć na sali zresztą również, a szkoda bo co jak co, ale serwis w siatkówce wychodzi mi znakomicie. No dobrze znakomicie może nie, ale lepiej niż zadowalająco.
Na miejscu okazało się, że nic się nie zmeniło. Ta sama pani szatniarka, ta sama pani kasjerka, i tak samo długo musiałem czekać, aż panie przestaną plotkować i zabiorą się do wykonywania swoich obowiązków. Tylko w holu więcej telewizorów zawiesili, z Eurosportem. Zupełnie nie rozumiem po co. Przed wejściem do przebieralni miła Rosjanka w średnim wieku spytała się, czy mogę w razie czego pomóc jej synkowi. Maskym miał na imię i nie rozumiał nic, z tego co do niego mówiłem i żadnej pomocy nie potrzebował tylko krzyczał coś przez ścianę do matki.
Jak człowiek jest szczęśliwy to zapomina o swoich ułomnościach i tak było ze mną oczywiście. Zapomniałem, że bez okularów tudzież soczewek kontaktowych nic nie widzę i oczywiście wybrałem tor jaknajodleglejszy od zegara, aby nikt mi nie przeszkadzał . To musiałby dość zabawne, gdy co jakiś czas przystawałem (o ile można to tak określić) w połowie toru i wytężałem wzrok w kierunku, w którym wydawało mi się, że zegar powinien się znajdować.
Mój dobry nastrój ultonił się gdzieś w kosmos (czego namięntnie nie chce zrobić produkowany przez nas dwutlenek węgla), gdy przyszło do brania prysznica post-chlorowego. Okazało się, że tak jak do tej pory wydawało mi się, że mam dość silny żołądek, tak wystarczy dwóch dziadków by mnie doszczętnie załatwić. Nie chcecie wiedzieć co robią panowie w starszym wieku pod prysznicem. To było przerażające. Dobrze, że Maksym tego nie widział, bo to by zniszczyło jego psychikę.
Bo w tłusty czwartek chadzamy na basen, a nie na pączki! Joł. (zawsze, zawsze chciałem napisać joł!) Ha.!